DM 2016 - U9 Aktualności

Szczęśliwcy w Dortmundzie!

W tym roku po raz kolejny gościliśmy w Dortmundzie! Przeczytajcie jak wyglądał nasz wyjazd!

13 października, 15:30 – to był ten moment kiedy pierwszy ze zwycięzców loterii Minimistrzostw wsiadł do autokaru i rozpoczął tegoroczną wyprawę do Dortmundu! Turcja U-11 w naszych zawodach odpadła po dość wyrównanym meczu w 1/8 finału eliminacji miejskich w Krakowie. Czy ktoś z nich spodziewał się, że to właśnie oni pojadą do Dortmundu? Nie. Zdecydowanie nie. Gdy nasz krakowski koordynator zadzwonił do trenera tuż po losowaniu, opiekun zespołu myślał, że robimy sobie żarty) (Od siebie możemy dodać: oni nigdy nie wierzą :)). Do drugiego zespołu dzwonić nie musieliśmy. Polska U-11 Wałbrzych dostała się do Finału Finałów dzięki dzikiej karcie przyznawanej przez gospodarza Finału Finałów – Miasto Wałbrzych i zajęła w rozgrywkach 12 miejsce. Całe losowanie obserwowali na własne oczy! Po chwili niedowierzania wygraną uczcili ogromnym wybuchem radości zawodników, jak i trenerów oraz obecnych na trybunach kibiców!


Podróż do Dortmundu nie należy do krótkich, szczególnie gdy trzeba nadłożyć drogi, aby dosiąść mogła się drużyna z Wałbrzycha. Ale co to dla nas, w końcu czekało tyle atrakcji!
Nieco zmęczeni podróżą mieliśmy okazję odzyskać nieco sił przy śniadaniu w naszym hotelu w Witten. To ładnie położona miejscowość na południowy zachód od samego Dortmundu. Na stadion Signal Iduna Park jest stamtąd bliżej niż z wielu dortmundzkich dzielnic. Okolicę Witten mogliśmy obejrzeć z góry przy śniadaniu (9. Piętro!). Kto był chętny miał też okazję zobaczyć późnym popołudniem pobliskie centrum miasta.


Główną atrakcją tego dnia była wizyta na Signal Iduna Park. Zwiedzanie rozpoczęliśmy od… fanshopu. Sklep pełen pamiątek i gadżetów wzbudził zachwyt nie tylko najmłodszych. Logo BVB można tam znaleźć chyba na wszystkim – od standardowych breloczków, koszulek i szalików po… śpioszki, bombki choinkowe, deskorolkę czy smycz dla psa. Nie da się ukryć, że nasze zasoby euro po odejściu od kas zostały znacznie uszczuplone. Zanim jednak opuściliśmy sklep chłopcy postanowili pograć w piłkę na miniboisku oraz poszaleć się w małym basenie z piłkami.


Gdy uczestników wycieczki opuścił już nieco nadmiar energii udaliśmy się na zwiedzanie samego stadionu. Udało nam się zorganizować oprowadzanie w języku polskim, dzięki czemu wszyscy mieli okazję bez problemu zrozumieć naszego przewodnika, który oprócz oficjalnych wiadomości miał dla nas mnóstwo anegdot. Zobaczyliśmy zarówno główne części stadionu jak trybuny czy Borusseum, ale mieliśmy też okazję przyjrzeć się funkcjonowaniu zaplecza. Poznaliśmy zatem więzienie i dowiedzieliśmy się jak wygląda zabezpieczenie meczów, ilu potrzeba policjantów i wolontariuszy, a także kiedy za kratki trafia najwięcej niesfornych kibiców. Obejrzeliśmy krok po kroku drogę jaką piłkarze podążają na mecz od przyjazdu pod główne wejście – strefę dla dziennikarzy, szatnię Borussii i jej zakamarki, tunel prowadzący na płytę oraz ławki rezerwowych. Wysłuchaliśmy opowieści o sekretach murawy na stadionie i mieliśmy okazję przyjrzeć się koszeniu płyty. Bardziej niesforni zawodnicy zaś podbiegli do przyczepki ze skoszoną trawą anektując nieco do kieszeni (spokojnie, to nie było zabronione :)). Co bardziej przedsiębiorczy postanowili ją sprzedawać i zostać bogatszymi niż Robert Lewandowski. Nie jesteśmy do końca przekonani, czy to najlepszy pomysł, ale życzymy powodzenia.


Po zapoznaniu się z murawą przyszedł czas na wejście na Sudtribune czyli trybunę stojącą, która należy do najbardziej zaangażowanych kibiców Borussii. Wiecie, że miejsca na tej trybunie dziadkowie oddają w spadku wnukom? Fani tego klubu mają mnóstwo tradycji, o których naprawdę warto dowiedzieć się więcej. Nasz przewodnik zaproponował nam także, abyśmy spróbowali pokrzyczeć jak najzagorzalsi kibice. Efekt akustyczny? Wow! Było nas ledwie 30 osób, a słychać nas było na całym stadionie! Odpowiedziała nam nawet inna wycieczka z przeciwległej trybuny. Było naprawdę super!
Obejrzenie tak ogromnego obiektu (to szósty co do wielkości stadion w Europie) zajęło nam mnóstwo czasu, więc po wyjściu ze zdecydowaliśmy się zjeść obiad. W dniu meczu nie mielibyśmy szans na rezerwację w restauracji przy stadionie – wtedy to miejsce praktycznie tylko dla vipów, piłkarzy itp. Nic dziwnego – naprawdę dobre jedzenie i porządne porcje. Po posiłku większość pobiegła jeszcze raz do fanszopu, a także udała się jeszcze raz do Borusseum, aby bliżej przyjrzeć się muzeum, na co nie było wiele czasu podczas zwiedzania obiektu z przewodnikiem. Po tylu atrakcjach i długiej drodze poczuliśmy się już naprawdę znużeni i czas było wracać do hotelu. Dla chętnych była jeszcze okazja do pomoczenia się hotelowym basenie, kolacja, a potem zdecydowanie czas spać!


Dla zawodników z Wałbrzycha kolejny dzień rozpoczął się dość wcześnie. Trenerzy nie zrezygnowali z dawki sportu i o 7:30 wyznaczyli najmłodszym zbiórkę na jogging poranny na zaostrzenie apetytu. Po śniadaniu czas na wyprawę do centrum miasta. Całe przedpołudnie przeznaczyliśmy na zwiedzanie fantastycznego Muzeum Niemieckiego Futbolu. To atrakcja wybudowana dopiero w ubiegłym roku (uczestnicy wyjazdu 2015 mieli okazję trafić na otwarcie tego miejsca). W dwupoziomowym, nowoczesnym obiekcie znajduje się mnóstwo pamiątek i instalacji związanych z niemiecką piłką. Do obejrzenia są zarówno historyczne stroje, gadżety jak i genialne instalacje multimedialne. Byliśmy naprawdę zachwyceni możliwościami tego miejsca. Oglądaliśmy także świetny seans o zdobywaniu przez Niemców ostatniego tytułu mistrzów świata w kinie 3D, a następnie repliki największych niemieckich trofeów. Fenomenalne! Równie interesująca była sala poświęcona niemieckiej Bundeslidze oraz jej kibicom. Ostatni punkt zwiedzania to prawdziwy autokar niemieckiej reprezentacji! Świetna rzecz, a kto był zainteresowany o różnych ciekawych szczegółach tego pojazdu (i innych autokarów) mógł się dowiedzieć od… naszego przesympatycznego kierowcy. Profesjonalna wiedza to jest to!


Zwiedzanie w za dużych ilościach nawet najciekawszych rzeczy może zmęczyć. Wiedzieli o tym także ci, którzy projektowali muzeum i dlatego umieścili w nim sztuczne boisko do gry w piłkę, które naszych chłopaków pochłonęło do reszty. Półtorej godziny spędzili tylko w tym miejscu. Z racji tego, że było nas trochę dużo musieliśmy podzielić się na grupy. Część, która akurat nie grała opanowała inną atrakcję – slalom. Polegał on na jak najszybszym przebiegnięciu przez zawodnika trasy i trafieniu do wszystkich znajdujących się po drodze 5 bramek. Po jakimś czasie jednak, gdy panowie uznali, że osiągane wyniki nie są zbyt satysfakcjonujące postanowili sobie nieco pomóc. Rekord z 13 sekund… obniżyli do 0,12. Nie pytajcie jak, ale wiedzcie, że z indywidualnej zabawy zrobili bardzo zespołową :)


Zespoły bardzo niechętnie opuściły muzeum, aby udać się na obiad – mieliśmy wrażenie, że moglibyśmy zostać tam do wieczora. Po obiedzie obeszliśmy nieco centrum Dortmundu i zaproponowaliśmy 1,5h czasu wolnego. Kto miał ochotę zwiedzać dalej – zwiedzał, kto wolał zakupy – kupował, a kto chciał po prostu odpocząć i przyjrzeć się miastu z kawiarni – dostał swoją szansę. W tym czasie mieliśmy okazję naprawdę przyjrzeć się jak Dortmund mocno jest związany ze swoją drużyną! Żółto-czarne kolory ma mnóstwo mniejszych i większych sklepów i knajpek, w witrynach mnóstwo gadżetów związanych z BVB, w wielu miejscach zdjęcia właścicieli z piłkarzami itd. Widzieliście kiedyś fortepian z autografami piłkarzy w klubowych barwach? Nie? To proszę bardzo:

W to meczowe popołudnie z każdą godziną widać było co raz więcej fanów Borussii w klubowych barwach. Im bliżej wieczoru tym centrum miasta bardziej zmieniało się w żółto-czarny tłum! Dla nas to czas, aby wrócić do autokaru i udać się na stadion i móc przeżywać z kibicami ogromne piłkarskie emocje!
Mecz BVB z Herthą Berlin to spotkanie niemal na szczycie Bundesligi, ale uczciwie musimy przyznać, że sportowo nie było, aż tak dobre jak mogliśmy się spodziewać. Niedostatki pierwszej połowy rekompensowała nam znakomita atmosfera na stadionie. Obecnych było ponad 80 000 ludzi! Borussia od dawna cieszy się najwyższą frekwencją na meczach i to spotkanie było kolejnym potwierdzeniem, że mecz BVB to coś, co warto zobaczyć! W drugiej połowie działo się zdecydowanie więcej, posypały się tez kartki i po meczu naprawdę było o czym dyskutować do późnych wieczornych godzin. Musimy też przyznać, że Niemców nie bez powodu chwali się za świetną organizację. Zarówno wyjazd jak i przyjazd na stadion, organizacja stref gastronomicznych itd. – wszystko stało na najwyższym poziomie. Jednego nam tylko było żal – w meczu nie zagrał niestety Łukasz Piszczek, którego ze spotkania wykluczyła kontuzja.


Ale Łukasza Piszczka udało nam się spotkać gdzieś indziej! W sobotę po śniadaniu zaplanowaliśmy zwiedzanie obiektu treningowego Borussii w dzielnicy Brackel. Mieliśmy okazję zobaczyć trening i sparingi grup młodzieżowych klubu, a także przyjrzeć się jak wygląda codzienne funkcjonowanie tego miejsca. Udało nam się też po dłuższym oczekiwaniu zdobyć autografy Łukasza Piszczka, a także załapać się na wspólne zdjęcie z naszym reprezentacyjnym obrońcą! Kilku spostrzegawczych szczęściarzy zdobyło też autograf Marca Bartry.


Potem czekała nas już podróż do Polski, podczas którego drużyny chętnie udzielały odpowiedzi na pytania towarzyszącej nam dziennikarki Przeglądu Sportowego, a potem już nie było końca zabawie :). Mamy nadzieję, że rodzice chłopaków z Wałbrzycha poznali ich buzie po wysiadce z autokaru, bo całkiem normalnie to oni nie wyglądali…


Za udział w wyjeździe chcieliśmy serdecznie podziękować obu zespołom, naszej przewodniczce, fotografowi, kierowcom i dziennikarzom, a także przedstawicielce Patrona Tytularnego Deichmann Minimistrzostw! Mamy nadzieję, że dobrze się z nami bawiliście!

PS: Po pełną relację foto autorstwa nieocenionego Pawła Kota zapraszamy na nasz profil facebookowy, a dokładnie tu: https://www.facebook.com/DeichmannMinimistrzostwa/photos/?tab=album&album_id=1440153965999080

PARTNERZY

PARTNER MEDIALNY
PARTNER TYTULARNY